Competizione 2019 Championship – Runda 3

Mimo, że dwutygodniowy trening nie zapowiadał dobrych wyników, to godzinny wyścig na Silverstone okazał się być dla mnie udanym występem. Efektem było mnóstwo walki na torze w pierwszej połowie wyścigu, co poniekąd spowodowały opady deszczu. Zapraszam do czytania!

Prekwalifikacje

Powiedziałbym że poszło dosyć kiepsko. W Prosiaku kręciłem dosyć średnie czasy, a w dodatku miałem bardzo duży problem z przegrzewającą się lewą tylną oponą. Zmiany ciśnienia nic nie dawały, dopiero zmiana nastaw geometrii kół pomogły, ale… samochód tracił zaś ponad sekundę na okrążeniu. Wniosek był jeden: ustawienia kwalifikacyjne w których mogę przejechać maksymalnie dwa okrążenia, oraz ustawienia wyścigowe, na których mogę się poczuć jako tako bezpiecznie. Ostatecznie byłem gdzieś w środku Golda.

Kwalifikacje

W czasówce poszło jeszcze gorzej. Po prostu nie umiałem złożyć okrążenia, warunki były takie że już na wyjazdowym miałem przegrzany lewy tył… Na ostatnim okrążeniu szło całkiem nieźle, miałem już urwaną sekundę względem pierwszego czasu, ale na jednym z łuków mnie obróciło. Czas jaki w końcu uzyskałem to 2:02,7, czyli o jakieś półtorej sekundy gorzej niż w prequali…

Wyścig

Ląduje na linii startu i… deszcz! Lepiej być chyba nie mogło, szczególnie że w deszczowych warunkach na Brands Hatch wygrałem, więc wydawało mi się to poniekąd moją mocną stroną. W chwili niepewności wybrałem ustawienia deszczowe, ale jednak zdecydowałem wrócić do „suchych” – co było dobrą decyzją, bo mniej więcej w połowie dystansu wyścigu przestało padać i tor zaczął przesychać.

Na okrążeniu formacyjnym stuknął mnie czerwony McLaren, o dziwo kolega postanowił jechać w dwóch kolumnach zamiast w jednej, ale nic poważnego się nie stało. Start poszedł gładko, już po pierwszym zakręcie ominąłem dwa Mercedesy po wewnętrznej, a kilka zakrętów dalej, na dohamowaniu do Club wyprzedziłem czarnego Lexusa. Na Abbey jedno Porsche popełniło mały błąd i miało dosyć wolne wyjście, przez co Lamborghini przede mną musiało odpuścić, dzięki czemu je „łyknąłem” po wewnętrznej na Village. Z 911-tką już nie miałem tak łatwo. Kilka razy pojawiałem się w lusterku, ale dohamowania przeciwnika były tak samo opóźnione jak moje. W końcu na Club zaryzykowałem, zjechałem do wewnętrznej i znowu opóźniłem hamowanie – tym razem skutecznie!

Kilka okrążeń później na prostej startowej padoku F1 jeden z Mercedesów najwyraźniej wpadł w poślizg i kilka razy się obrócił, ale chyba wszystkim udało się go ominąć. Zakręt dalej jedno Ferrari wyjeżdża szeroko poza tor, a Aston-Martin z kolejnym Lamborghini toczy walkę. Niestety kierowca Astona na jednym z zakrętów bardzo wcześnie zahamował i lekko się w niego władowałem – trochę go podniosło, ale nie stracił pozycji, a ja też nie zamierzałem wykorzystać swojego błędu do niehonorowego wyprzedzania. Wykorzystałem wczesne dohamowanie przeciwnika i znowu wcisnąłem się od wewnętrznej na Brooklands!

W sekcji Maggots-Becketts dzieje się ostra akcja, ale skupiony na jeździe nie widzę dokładnie co. W każdym razie zielona 911-tka ląduje na poboczu, a czarno-pomarańczowy Mercedes jest przede mną – okazuje się że to organizator ligi. Pojawiam się w lusterkach, opóźniam dohamowania, na prostych jadę bok w bok ale kierowca Mercedesa nie reaguje stresem i nie popełnia żadnego błędu. Mało to, nawet świetnie się broni – wszędzie gdzie mógłbym się wcisnąć, Piotr zamyka mi drzwi. Przed Brooklands znowu opóźniam, tym razem chyba skutecznie – obaj hamujemy, ale to Mercedes szybciej wytraca prędkość i zbliżam się do niego, ale… podczas hamowania zjeżdża na optymalną linie. Heble w 911-tce są jednak pierwszej klasy i udaje się uniknąć kontaktu, choć było blisko.

Znowu próbuję na Club, tym razem od zewnętrznej bo widzę, że Piotrek mnie najwyraźniej oczekiwał po wewnętrznej. Niestety znowu mi zamyka drzwi i jedną stroną, tuż przed tarkami ląduje na trawie. Na wyjeździe z Club znowu mam lepsze wyjście, jadę po wewnętrznej i jesteśmy niemal bok w bok, ale znowu mi zamyka drzwi. No nie daje się łatwo, nie ma co. W ferworze walki ledwo co obaj minęliśmy stojące Porsche na środku prostej – Fugazi nerwowo wrzasnął na Discordzie, ja w sumie też, ale z racji że mam zbindowany przycisk do mikrofonu to nikt mnie nie słyszał.

Mercedes zaczął odjeżdżać i już nie miałem szansy aby pokazywać się mu w lusterku, ale na Village popełnia mały błąd i znowu dzieli nas jakieś pół sekundy. W związku z tą batalią kompletnie zapomniałem, że za plecami pojawił się inny Mercedes! Miałem gorsze wyjście z Becketts i na prostej, powoli acz stanowczo, Mercedes ustawiał się obok mnie. Na Stowe opóźnił hamowanie i wziął mnie po wewnętrznej, ale zaś ja miałem nieco lepsze wyjście i wyjechaliśmy bok w bok. Dojazd do Club, ja po wewnętrznej, centralnie z prawej mam jednego Mercedes, kawałek przed nim drugiego i… kompletnie nie widziałem tarki, która była moim punktem hamowania. Klasyczny błąd i niemiły divebomb w Fugaziego. Było mi cholernie głupio, ale po wyścigu przeprosiłem, i w ramach jakiegoś małego pocieszenia okazało się że Piotrek nie stracił dużo.

Odczekałem swoje, przepuściłem kilka pojazdów i ruszyłem. Ustawiłem się akurat za Rossolinim, który przez kilka zakrętów prezentował dosyć dobre tempo, jednak na prostej start/meta miałem nieco lepsze wyjście, w dodatku ustawiłem się w cieniu aerodynamicznym i jeszcze przed dohamowaniem do Copse byliśmy bok w bok. Ustawiony po wewnętrznej wyminąłem zielonego Bentleya, a następnie rozpoczęła się moja nieco nudnawa pogoń za resztą stawki. Do końca wyścigu już się w sumie nic nie zmieniło – jedynie przesychający tor dał się we znaki i na którymś zakręcie mnie obróciło. Na szczęście przewagą nad zawodnikiem za mną była na tyle spora, że nawet mnie nie dogonił. Koniec końców P6.

Na deser zmontowałem jeszcze najlepsze momenty z wyścigu w formie 3-minutowego skrótu na YouTube:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *