Competizione 2019 Championship – Runda 4

Oto opis czwartej rundy moich zmagań w lidze opartej na tegorocznej serii Blancpain GT3. Z racji że sprawiłem sobie nową zabawkę, którą są gogle wirtualnej rzeczywistości Oculus Rift, ściganie się i przyjemność z jazdy weszły na zupełnie nowy poziom. Tym razem dwa szybkie, półgodzinne sprinty na Misano World Circuit – zapraszam do czytania!

Prekwalifikacje

Z racji, że był tylko tydzień czasu na trening nie zrobiłem zbyt wielu kółek + w piątek po robocie odebrałem gogle VR (Oculus Rift) i w sumie cały weekend zamiast jeździć to wszystko konfigurowałem oraz się bawiłem wirtualną rzeczywistością. Ostatecznie miałem wstęp do Golda, choć wydaje mi się, że odrobina treningu dała by mi miejsce w platynie. W sobotę nie umiałem złożyć dobrego okrążenia, które mogło mi dać jakieś pół sekundy – jak pisałem, zbyt mało czasu.

Kwalifikacje do pierwszego wyścigu

Zaczynamy kwalifikacje i… deszcz! No no, to co tygryski lubią najbardziej. Opady sprawiły spore trudności w wykonaniu dobrego okrążenia i cała stawka, kółko po kółku poprawiała czasy. Raz wskoczyłem na P2, potem mnie zepchnęli na P5. Potem znowu awans na P3 i tak w kółko. Ostatecznie zająłem 6 lokatę do wyścigu.

Pierwszy wyścig

W pierwszym wyścigu jak na złość słoneczko. Szybka zmiana setupu, ale ile paliwa? Przez ten pośpiech zapomniałem obliczyć. Minuta i trzydzieści sekund do startu a ja jeszcze nie zatwierdziłem ustawień, a przecież trzeba trochę poczekać zanim mechanicy dokonają zmian i będę mógł wystartować. Na pałę zalałem 40 litrów co się okazało błędem. Okrążenie formujące, prosta i start – pierwszy zakręt przebiegł czysto, a ja utrzymuje swoją pozycję. Nie zamierzam wciskać się gdzieś na chama i doprowadzić do kontaktu. Na drugim zakręcie już był kontakt między dwoma zawodnikami z przodu stawki co dało mi awans o trzy oczka.

Przede mną Mercedes i Porsche, które jadą niemal identycznym tempem. Próbuje ich doganiać ale mam z tym niemały problem. W końcu pierwsza dwójka się do siebie zbliżyła i wtedy miałem szansę, żeby ich dogonić – co też zrobiłem. W końcu lider nie wytrzymał presji i po prostu się obrócił – na pewno pomogła mu w tym nerwowa charakterystyka 911-tki. Kilka okrążeń później sam wypadam z toru i wracam na piątej pozycji, znowu kilka okrążeń i w końcu uświadamiam sobie, że jest za mało paliwa. Na jakieś 8 minut do końca po prostu zjeżdżam do boksów i czekam. Jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy, racja?

Kwalifikacje do drugiego wyścigu

Znowu wali deszczem! Tym razem jest mamy burzę z piorunami i przejazd był niemal niemożliwy. Dopiero na ostatnim okrążeniu udało mi się przejechać w miarę dobre okrążenie, choć dalej mogłem co nieco poprawić. Jak mnie nie obróci na tych szybkich łukach, to wypadnę z toru na ostatnim zakręcie. Spróbowałem jeszcze jedno okrążenie, w połowie toru urwałem już pół sekundy na delcie, ale sesja się niestety skończyła. Ostatecznie zgarnąłem drugą pozycję, co nie było aż takim złym wynikiem.

Drugi wyścig

Pogoda się zbytnio nie zmieniła – znowu deszcz, ale już bez burzy i warunki były jako tako dobre. Front-row dla Porsche, jednak dziwnym trafem to mi się udał o wiele lepszy start, więc już przed pierwszym zakrętem byłem pierwszy. Pierwsza połowa wyścigu pod znakiem lidera przebiegła dosyć nudno, choć po jakimś czasie przestało padać, tor zaczął przesychać, a opony… zaczęły płonąć. W końcu w drugiej połowie wyścigu Mercedes za mną zaczął prezentować wyraźnie lepsze tempo i w końcu usiadł mi na zderzaku. Widziałem jak tracę na dohamowaniach, ale zyskuję na wyjściach. Nic więcej nie mogłem zrobić, bo opony wołały o pomstę do nieba.

W końcu dostałem pierwszego strzała na dohamowaniu do ostrego zakrętu nr. 14. Na szczęście kolega poczekał, a przewaga nad resztą stawki była tak duża, że po powrocie na tor dzieliło nas kilka ładnych sekund. Nic się nie stało, jedziemy dalej. Mercedes znowu mi siedzi na ogonie, ale nie potrafi mnie wyprzedzić. Nie chce mu na chama blokować drogi, ale nie zamierzam też łatwo oddać pozycji. Kilka okrążeń i znowu czuje że dostałem w tył i ląduje na poboczu – to ta sama osoba! Teraz już niestety wróciłem na czwartej pozycji, ale parę kółek później kolega znowu oddał pozycję. Cóż, mimo wszystko wygranej mi to nie przywróci. Ostatecznie drugi sprint skończyłem na P2.

Widzimy się na półtora godzinnym Paul Ricard za dwa tygodnie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *