Nocny wyścig Nürburgring 4H ze zmianą kierowców – relacja

Po dosyć nieudanym występie na 6-godzinnym Paul Ricard, (gdzie naszej ekipie przydarzył się błąd gry, który uniemożliwił nam dalszą jazdę) musieliśmy uzbroić się w cierpliwość i poczekać aż miesiąc na kolejny wyścig długodystansowy. Co tym razem? Klasyczny Nürburgring o długości czterech godzin i… rozgrywany w nocy. Zapraszam do czytania!

Słowem wstępu co nieco o samym evencie – znowu organizowany przez SimRace.pl wyścig endurance ze zmianą kierowców odgrywał się tym razem w nocy – zaczynaliśmy o zmierzchu, a dzięki przyśpieszonej progresji czasu kończyliśmy o świcie. Znowu dzieliłem auto z Mateuszem Finkiem, z którym jechałem poprzednie dwa wyścigi, a tym razem padło na Porsche 991II GT3 R z 2019 roku. Ku mojemu zdziwieniu samochód prowadził się wyśmienicie, nawet na agresywnym ustawieniu, choć same czasy nie napawały optymizmem – na 39 kierowców mieliśmy 34 czas, dokładnie 1:56,428. Tym razem zdecydowaliśmy się zmieniać co godzinę, a nie tak jak na Spa – co dwa stinty.

Pierwszy stint

Tym razem Mateusz jechał jako pierwszy. Na prostej startowej zaskoczył nas deszcz! Szybka zmiana ustawień samochodu, opon i klocków, aby wszystko było przystosowane do deszczu i niskich, nocnych temperatur. Okrążenie formujące i start z 32 pozycji – śliska nawierzchnia zbiera żniwo w kilku pierwszych zakrętach, ale mój teampartner pozostał czujny na zdradliwe warunki. Na nawrocie mieliśmy lekki kontakt z załogą #20 z Lexusa, przez co mieliśmy małą wycieczkę na żwir ale nic poważnego się nie stało – jedziemy dalej. Kolejne okrążenia poszły całkiem sprawnie, tu ktoś wypadł, tam ktoś walczył między sobą, gdzie indziej ktoś miał uszkodzone, wolniejsze auto i w taki sposób zdobyliśmy sporo pozycji. Prawdziwe kłopoty zaczęły się wraz z zachodem słońca, kiedy skończyły się opady deszczu a tor zaczął przesychać. Tylne opony wołały o pomstę do nieba z powodu wysokich temperatur, samochód zrobił się nagle bardzo nadsterowny, więc zapadła decyzja o przedwczesnym zjeździe do alei serwisowej. Mimo kilku błędów Mateusza, wykorzystał on chaos powstały w początkowej części wyścigu i awansował na 13 miejsce przed zjazdem.

Drugi stint

Kolejna godzina była moja. Wyjechałem z pit-stopu na 22 miejscu i od razu poczułem że kilka pierwszych okrążeń będzie ciężkich – zmieniliśmy opony na slicki, bo co prawda deszcz już nie padał, ale tor był dalej mokry i zimny. Kilka okrążeń później przed nosem miałem walkę McLarena #21 i wyżej wymienionego Lexusa #20 – w ferworze walki RC-F wypadł z toru na nawrocie, a chwilę później ktoś na naszym okrążeniu wjechał do pitów. Potem wyhamował mnie Aston Martin o numerze 520, któremu siedziałem na zderzaku i nijak nie umiałem wyprzedzić – dopiero kilka okrążeń później wykorzystałem to, że przepuszczał szybsze auta na niebieskiej fladze i się wcisnąłem „na drugiego”. Bentley #406 wyjechał ciut przede mną z alei serwisowej, ale całe szczęście chwile później popełnił błąd i wypadł z toru. W międzyczasie ktoś jeszcze złapał karę i do końca już się więcej nie działo – „fajere” oddałem Mateuszowi będąc na 17 pozycji.

Trzeci stint

Po nieco ponad 30 sekundowym pobycie w boxie, Mateusz wyjechał na mocnej, 22 pozycji. Niestety ja, będąc jeszcze za kierownicą chwilę wcześniej, wyczerpałem limit cięć na torze, więc mój kolega zespołowy po zaledwie jednym cięciu musiał odbyć karę Drive Through. Zanim jednak odbyliśmy karę, dwa auta przed nami straciły pozycję na rzecz zjazdu do alei, a trzecie – Lamborghini #619 – miało chyba jakieś problemy, bo wyprzedziliśmy je bez większych problemów. Na szczęście DT kosztowało nas tylko jedną pozycję i Mateusz znowu wrócił do walki. Przez kilka kolejnych okrążeń wyprzedzanie odbywało się w alei serwisowej – znienacka nasze Porsche jechało już na 15 pozycji!

Niestety na nawrocie Mateusz miał kontakt z Astonem Martinem #520 i wtedy zdarzyła się katastrofa – Porsche zgasło i nie dało się go odpalić! Sprzęgło, zbicie z biegu na luz, przełączanie zapłonu, nerwowe klikanie w rozrusznik – przez dobre 15 sekund samochód nie dawał żadnych reakcji, ale w końcu odpalił. Spadliśmy aż o 5 pozycji – Mateusz wrócił na tor jako 20 samochód na torze. Potem już niewiele się działo – bez walki wskoczyliśmy na 18 pozycję, następnie sporo aut zjechało na zmianę opon i Mateusz zakończył swój stint na 14 pozycji.

Czwarty stint

Ostatnia finałowa godzina przypadła właśnie mi. Pit-stop o świcie ze zmianą opon i sporą dolewką paliwa ustawił mnie na 20 miejscu. Starałem się jechać jak najszybciej i moim najlepszym rezultatem było równe 1:57 – jak na moje umiejętności, tempo kwalifikacyjne. Często ciąłem, ale gra nie wykrywała zdobycia przewagi czasowej, więc odbyło się bez kar. Pierw kilka dublów, następnie wyprzedziłem dużo wolniejszego McLarena, a następnie urywałem straty do stawki przede mną. W międzyczasie puściłem lidera wyścigu, a jeden oddublowujący się pojazd o mało nie wykluczył mnie z wyścigu.

Na pierwszym zakręcie wypadł kolejny McLaren, przez co awansowałem na 18 pozycję. Następni w kolejce? Załoga #12 – w całym pierwszym sektorze pojawiałem się w lusterkach, ale wszystko na nic. Dałem sobie na wstrzymanie i spróbowałem szczęścia na następnym okrążeniu, bo to właśnie w pierwszym sektorze miałem przewagę. Kierowca przede mną ma gorsze wyjście z T2, przed kolejnym zakrętem jesteśmy bok w bok i w końcu udaje się, na trzecim zakręcie to ja wychodzę zwycięsko z pojedynku! Na następnym okrążeniu ktoś zjechał do alei – witaj, 16 pozycjo.

Wszystko szło pięknie, aż do kolejnej katastrofy. Na nawrocie puściłem dublowany samochód, który jechał centralnie przede mną, a za eskami Schumachera ktoś postanowił wrócić na tor i zrobił to w najgorszy możliwy sposób – stanął w poprzek, na samym środku. Samochód przede mną zjechał, więc przeszkodzę zobaczyłem dosłownie na ułamki sekund przed zderzeniem. Wycieczka na żwir, strata dwóch pozycji i zdewastowany przód naszej 911-tki – lekko krzywa kierownica i skopana aerodynamika. Samochód był tragicznie podsterowny, a na prostych czułem się jakbym jako jedyny nie używał DRS-u. Za mną paczka trzech aut, co tu robić, co? Na ostatnim okrążeniu mnie dogonili, więc cały czas dohamowuje na wewnętrznych i się bronie. Przed nawrotem dostałem lekko w tył, ale nic poważnego się nie stało. Wyjście z „esek” i McLaren ładuje mi się od zewnętrznej, ale nie daje rady. Długa prosta, ale na szczęście dla mnie zaczepia kołem o żwir, który go spowalnia. Szybka szykana, na ostatnim zakręcie opóźnia hamowanie i jest bok w bok ze mną od zewnętrznej, ale znowu przeholował i kończy na tarkach – udało się! Utrzymałem 18 pozycję. Gdyby jeszcze jedno okrążenie to bym nie przetrwał – nie ma szans.

Podsumowanie

Dla mnie to był chyba najbardziej emocjonujący wyścig długodystansowy jaki jechałem. Czwarty stint był wariacki i sprawiał wrażenie, jakbym jechał dużo krócej niż godzinę. Deszcz, noc, ciągła walka, kary i błędy – o takich wyścigach można dużo pisać. Z niecierpliwością czekamy na kolejny endurance!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *